Armia „Poznań” bezczynnie stać nie może…
„Wybuch wojny nie zaskoczył polskich sztabowców, tak samo jak główne kierunki niemieckiego ataku. Naczelny wódz i Sztab Główny trafnie przewidzieli, że wojna będzie miała charakter manewrowy, ale zupełnie nie zdawali sobie sprawy z siły niemieckiego uderzenia opartego na atakach kolumn pancernych wspieranych przez lotnictwo. Łatwo zdezorganizowały one polską obronę na granicach, a naloty sparaliżowały zaplecze. Nadmierne rozciągnięcie polskich armii i grup operacyjnych, niesprawne dowodzenie, szwankująca łączność i spóźnione rozkazy – to tylko niektóre grzechy marszałka Rydza – Śmigłego i jego otoczenia.
Pierwsze dni wojny okazały się spokojne dla armii „Poznań” broniącej Wielkopolski, która znajdowała się poza głównym kierunkiem niemieckich natarć. Odparłszy słabe ataki „poznaniacy” 2 września dokonali nawet wypadu na terytorium III Rzeszy. Dowodzący armią gen. Tadeusz Kutrzeba rychło doszedł do wniosku, że jego oddziały nie będą atakowane i może się pokusić o wsparcie krwawiącej armii „Łódź”.
"Obrona Westerplatte"
Obrona Westerplatte stała się symbolem bohaterstwa żołnierzy polskich. Przyczółek, który miał bronić się tylko 12 godzin, wytrwał cały tydzień.
W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 r. dowódca załogi Westerplatte, major Henryk Sucharski, po telefonicznym sprawdzeniu dyżurujących załóg w wartowniach i placówkach, położył się spać. Była cicha, ciepła noc. U wejścia do kanału portowego widać było światła pozycyjne niemieckiego pancernika „Schleswig – Holstein”, który 25 sierpnia przybył do portu z „kurtuazyjną wizytą”. Świtało, kiedy majora obudził huk i strzały. Dwa wystrzały armat dużego kalibru targnęły powietrzem. Liczne ptactwo półwyspu zerwał się z wrzaskiem i łopotem skrzydeł wśród łamiących się gałęzi i drzew. W wartowni rozdzwonił się telefon. Z placówki „Prom” dzwonił jej dowódca. Leon Pająk, z meldunkiem o ostrzale przyczółka. 19 dział pancernika atakowało półwysep ciężkimi pociskami artyleryjskimi kalibru od 8 do 280 mm. Jeszcze nie przewalił się grzmot wybuchów armatnich, gdy silna eksplozja zniszczyła główną bramę wjazdową. Działania niemieckie był ze sobą zsynchronizowane. Po gwałtownej nawale ognia w wyłomie muru ukazała się kompania szturmowa niemieckiej marynarki. Do szturmu ruszyła kompania SS „Danziger Heimwehr”.
Chorąży Jan Gryczman w napięciu czekał, ażeby Niemcy jak najbliżej podeszli do placówki „Prom”. Gdy było można już rozróżnić ich twarze, lunął deszcz pocisków z karabinów maszynowych. Cel był tak bliski, że załoga placówki mogła strzelać niemal na oślep. Niemcy osłupieli: nie spodziewali się takiej obrony. Zaczęli bezradnie strzelać z pistoletów maszynowych. „Mein Gott! Wasser! Zu Hilfe!” – rozległy się naraz wołania.
Transport w Generalnym Gubernatorstwie
Ważnym przejawem normalizacji życia w większych miastach Generalnego Gubernatorstwa było ponowne uruchomienie komunikacji miejskiej. Szczególne znaczenie miało to w odniesieniu do największego miasta na tym terenie – Warszawy. Warszawa w toku działań wojennych w czasie kampanii wrześniowej, a zwłaszcza w ostatnich dniach oblężenia, uległa znacznym zniszczeniom. Nie oszczędziły one sieci komunikacji miejskiej. Zniszczenia elektrycznej trakcji tramwajowej sięgały 80 procent, na wielu ulicach torowiska były uszkodzone wybuchami bomb i pocisków artyleryjskich i zasypane gruzem. Również tabor komunikacyjny poniósł znaczne straty – z 400 wozów elektrycznych, jakie kursowały przed wrześniem, do użytku nadawało się tylko około 160, zaś pozostałe wymagały gruntownego remontu, jeśli w ogóle można było je odzyskać. Ponadto 60 sprawnych wozów silnikowych i 28 doczepnych zostało przejętych przez Niemców i wywiezionych do Berlina. Również duże straty poniosły autobusy miejskie.
"Sonderaktion Krakau"
Aresztowanie krakowskich profesorów stanowiło jedynie preludium do planowanego wyniszczenia polskiej inteligencji. Akcja ta odbiła się szerokim echem w środowiskach naukowych na całym świecie.
Przygotowania do „Sonderaktion Krakau” rozpoczęto w roku 1936. I choć sama akcja trwała niecałą godzinę, jej konsekwencje ponoszą pokolenia. Planu można był się domyślać: zdeklarowani hitlerowcy, profesorowie niemieckich uniwersytetów zaczęli składać wizyty polskim uczelniom w związku z rzekomo prowadzonymi badaniami naukowymi. Ponieważ interesowały ich przede wszystkim dobra kultury, a odnosili się zdecydowanie wrogo do Polski, z lekceważeniem mówiąc o jej dorobku, była to jawna penetracja środowiska. Obejmowała dzieła i ludzi, a służył celom całkowicie odległym od deklarowanych.
UGODZIĆ W SYMBOL
Wytyczne dotyczące akcji ogłosił Hitler w niespełna dwa miesiące przed popełnieniem tej strasznej zbrodni. Było to 12 września 1939 r., na konferencji w pociągu specjalnym w Jełowej na Dolnym Śląsku. Brali w niej udział dostojnicy tej miary, co minister spraw zagranicznych Rzeszy – von Ribbentrop, gen. Keitel, szef naczelnego dowództwa armii – gen. Jodl, szef wywiadu – admirał Canaris i jego zastępca gen. E. Lahouse (który po wojnie składał zeznania w tej sprawie przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze). Pierwszy atak skierowany na Kraków, który w świadomości Polaków zachował pozycję głównego ośrodka kultury polskiej. Liczne zabytki historyczne, dzieła sztuki i uczelnie tworzą klimat swoistego dostojeństwa. Uniwersytet Jagielloński, jeden z pierwszych w Europie, działający od 1364 r., do wybuchu drugiej wojny światowej zasłużenie cieszył się uznaniem i był uważany za najlepszą uczelnię w Polsce. Zniszczenie tej placówki miało więc specjalne znaczenie w przewrotnej polityce Hitlera. Uderzenie w nią powinno bowiem sparaliżować wszelką działalność polskich intelektualistów, a ich rola w narodzie jest niezastąpiona. Rozpoczęcie roku akademickiego przełożono na 13 listopada, ze względu na przypadające 11 tego miesiąca święto narodowe. Oficjalna inauguracja miała jednak odbyć się 4 listopada. Niespodziewanie 3 listopada rektor UJ, prof. T. Lehr – Spławiński został wezwany do siedziby Gestapo na ul. Pomorską. Przyjął go szef, SS – Sturmbahnführer Bruno Müller. Polecił rektorowi zorganizowanie zebrania pracowników naukowo – dydaktycznych, 6 listopada w samo południe w Collegium Novum. Chał na nim wygłosić odczyt na temat stosunku III Rzeszy i narodowego socjalizmu do zagadnień nauki i szkolnictwa wyższego. Nie przewidując podstępu, rektor osobną kurendą powiadomił pracowników naukowych UJ oraz pozostałych uczelni wyższych w Krakowie. Pracownicy odnieśli się do zarządzenia nieufnie. Proponowano, by na wszelki wypadek zgłosili się na odczyt tylko starsi wiekiem, osłaniając w ten sposób młodszą generację. Jednak obawy o los uczelni i rektora sprawiły, że ostatecznie wszyscy podporządkowali się wezwaniu.
Postacie II wojny światowej - Władysław Anders
1892-1970