Cmentarz nr 52 Zdynia
Kategoria : Kwatera wojenna.
Pochowano tutaj :
29 żołnierzy armii Austro-Węgierskiej.
17 żołnierzy armii Rosyjskiej.
Projektant cmentarza: Dušan Jurkovič
Cmentarz stanowi kwaterę na terenie nie wielkiego cmentarza grekokatolickiego w Zdyni. Założony został na planie kwadratu. Ogrodzony jest poligonalnym murem kamiennym dostosowanym do rzeźby terenu. Wejście na cmentarz jest od strony zachodniej, bez furtki. Pierwotnie znajdowało się od południowej strony cmentarza i było zamknięte jednoskrzydłową drewnianą furtką. Pomnik centralny - na trójstopniowym cokole na planie kwadratu, kamienny postument zwężający się ku górze uskokami, zwieńczony kamiennym krzyżem łacińskim. Na dolnym segmencie marmurowa tablica z inskrypcją :
„GETREU DEM EIDE, GETREU DER PFLICHT, HABEN SIĘ BLUT UND LEBEN AUF HEISSER WALSTATT GEGEBEN OB. FREUND, OB FEIND – FUR EWIG NICHT SOLLEN DES RUHMES ENTRATEN DIE WACKERN TOTEN SOLDATEN.”
•
„WIERNI PRZYSIĘDZE, WIERNI OBOWIĄZKOWI W BITWIE KREW SWOJE I ŻYCIE ODDALI.BEZ WZGLĘDU NA TO, CZY NA DZIEJÓW SZALI WROGIEM NAM, CZY TEŻ PRZYJACIELEM BYLI, JAKO WZOROWI ŻOŁNIERZE NA WIECZNĄ PAMIĘĆ SOBIE ZASŁUŻYLI.”
Groby ujęto w kamienne obmurowania, w układzie nieregularnym. W 2 grobach koleżeńskich i 3 pojedynczych pochowanych jest 29 żołnierzy austriackich (głównie z 47. Pułku Piechoty z Mariboru w Słowenii, oraz 14. PP Landwehry z rejonem uzupełnień w okolicach Brna i Jihlawy w Czechach) i 17 rosyjskich ( w tym 2 znanych z nazwisk i przynależności do 193. Swijaskiego Pułku Piechoty z garnizonem w Wiatce). Cmentarz otoczony starodrzewem, co dodaje mu uroku. Na tym samym cmentarzu co kwatera znajduje się grób św. Maksyma Sandowycza.
Ten prawosławny duchowny został w czasie I wojny światowej uznany przez władze austriackie za rosyjskiego szpiega i rozstrzelany bez sądu w Gorlicach. Kiedy po wojnie jego szczątki spoczęły na tym miejscu, wtedy dla wyznawców prawosławia jego grób stał się miejscem symbolicznym. Odbywały się tu wielkie uroczystości rocznicowe, gromadzące wiernych z całej okolicy. W 1994 r. Maksym Sandowicz został uznany przez cerkiew prawosławną za świętego. Jesienią 2007 r. jego szczątki zostały przeniesione do krypty wybudowanej w cerkwi w Gorlicach.
Równocześnie z posuwaniem się Rosjan wojska austro – węgierskie ewakuowały miasta i wsie, tworząc w nich szańce do obrony. Były to najcięższe chwile w życiu mieszkańców, bowiem w każdej miejscowości roiło się od szpiegów austriackich i rosyjskich. Grono tych szpiegów stanowili prawosławni duchowni stojący na usługach rosyjskiego wywiadu i im to w głównej mierze sztaby wojsk rosyjskich zawdzięczały sukcesy. Tacy szpiedzy, pracując dla jednej ze stron często by otrzymać wyższe wynagrodzenie, oczerniali niewinnych ludzi, oddając ich pod osąd sądu etapowego. Tu był tylko jeden wyrok – śmierć przez rozstrzelanie lub powieszenie. Tak właśnie został aresztowany proboszcz ze Zdyni – Sandowicz, u którego znaleziono rosyjski sztandar. Zawiązali mu chustką oczy, związali sznurem ręce i 5 żołnierzy wyprowadziło go na dziedziniec. Na ten mrożący krew w żyłach widok, w oknach cel więziennych powstał krzyk i płacz. Oficer pogroził wszystkim i krzyknął : Wszyscy zginiecie Psy ! Po tych słowach, głosem doniosłym, wydał rozkaz. Żołnierze odbezpieczyli zamki i przyłożyli karabiny do oka. Oficer machnął szablą i prawie równocześnie skazaniec głosem donośnym krzyknął: Niech żyje prawosła… Resztę słów zagłuszyła salwa i jęk aresztowanych. Ksiądz stał chwilę pod murem, aby następnie upaść na twarz na bruk podwórza. Ponieważ jeszcze się rzucał, przystąpił rotmistrz z rewolwerem, z którego oddał strzał w głowę. Aresztowani zaczęli wtedy śpiewać ruską pieśń żałobną (Hospody Pomiłuj). W nocy wywieziono zwłoki i pochowano nie wiadomo gdzie.
(Jan Benisz, Wspomnienie z wojny światowej, ze zb. muzeum w Gorlicach).